2009-11-11 17:22:26 >> Zmierzch - i to wcale nie ten od młodocianych wampirów

Cały czas jestem na etapie zmierzchu, nie tego wampirzego, ale chwilami bywam żądna krwi. Miałam nadzieję na wielki zwrot w moim myśleniu zazdrośnicy, ale on nie następuje. Może jeszcze nic straconego i pewnego pięknego dnia mnie oświeci. Doszłam już do tego, że to ja jestem najważniejsza i nie mam się co martwić o to, że któraś z byłych pretendujących do zostania przyjaciółką, koleżanką czy kimkolwiek do tego podobnym będą mnie dręczyć swoją obecnością w życiu mego ukochanego. Mam swoje powody ku temu, by przestać się tego obawiać. I bardzo, bardzo dobrze. Niemniej jednak, wszelkie ślady występowania byłych w postaci zdjęć (nie widziałam, ale wiem, że istnieją ;]), prezentów, pamiątek i przypadkowych opowieści znajomych nadal przyprawiają mnie o kolejne potencjalne zmarszczki mimiczne między brwiami. Może i to przejdzie. Niedługo.  
skomentuj (2)




2009-10-07 00:32:15 >> Sąsiedzi, czyli jak spieprzyć podryw w 3 minuty

Dzisiaj odkryłam, że mam sąsiada. Właściwie to sam się odkrył i chyba nie było to dla niego radosne doświadczenie, przynajmniej jeśli było to jego pierwsze sąsiedzkie spotkanie.
Wracam sobie spokojnie z pracy, zmierzam ku domowi. Przede mną maszeruje jakiś mężczyzna - wiek, seksapil, uroda, styl - zdecydowanie niokreślone ( dodatkowe utrudnienie w ocenie: mam klapki na oczach ;]). Cały czas się obraca i spogląda w moją stronę, w końcu chyba nie wytrzymuje i próbuje nawiązać rozmowę:


On: Dzień dobry. Wie pani, mieszkam tu od niedawna i zastanawiam się, czy w pobliżu jest jakiś basen.
Ja: (postanowiłam być, dla odmiany, uprzejma) No są dwa, ale kawałek trzeba się przespacerować.
On: Dziękuję, przespaceruję się chętnie.

Rusza dalej dziarsko przede mną, ale ogląda się za siebie dość systematycznie. Znowu się odwraca:

On: A czy wie pani, gdzie tu jest jakaś fajna pizzeria?
Ja: (dalej jestem uprzejma, ale staram się uniknąć dalszej rozmowy) Jest kilka niedaleko, adresy i numery telefonu są w internecie.
On: Ach, to dziękuję.

Odwraca się i idzie ze 2 metry, i znowu się odwraca w moją stronę:
On: Mam jeszcze jedno pytanie. Mam siostrę, trochę podobną do pani, taka eteryczna blondynka mniej więcej w pani wieku, niedługo ma urodziny i chciałbym jej coś kupić. Może mi pani coś doradzić?
Ja: (lekko przeginasz, chłopcze) Eeee, nie?
On: (ze zdziwioną miną) Dlaczego?
Ja: Bo nie znam pana siostry.
On: A mogę odprowadzić panią do domu? (czułam, że coś się święci! I bądź tu uprzejmą kobietą...)
Ja: (Nie!!!!!!!) Nie, dziękuję, trafię sama.

Lezie za mną bezczelnie, skręcam w kierunku klatki schodowej i co się okazuje? Otóż nieszczęśnik mieszka zaraz obok! Przystaje, zagradza mi drogę i robi maślane oczka:

On: Mieszkam już tutaj. Miło się z panią rozmawiało i jeszcze milej wiedzieć, że mam taką uroczą sąsiadkę (KŁAMCA!!!)
Ja: (robię strasznie głupią i zołzowatą minę) Nie sądzę. Muszę już iść.
On: To może wymienimy się numerami telefonu i wpadnie pani kiedyś do mnie na kawę? (WTF??)
Ja: Wymieniałam karteczki w podstawówce, a jeszcze 2 minuty i przestanie mi smakować kawa. Do widzenia.

Chłopaki, nie próbujcie tego w domu! A jak już koniecznie musicie, to nie na żywych obiektach! Ot, i sąsiedzka trauma na dzień dobry... :)
skomentuj (2)




2009-09-22 10:32:43 >> Zmierzch byłych duchów (długości co najmniej "Titanica") part łan

Od ostatniego wpisu sporo się namyślałam, naczytałam się licznych trzech komentarzy i zgadzam się z nimi w stu procentach :). Co więcej, zaczynam powoli leczyć się z byłobsesji z wymiernymi skutkami. Chyba dociera do mnie z wolna, że to ja jestem najważniejsza, ale nie jest mi łatwo funkcjonować ze świadomością, że kiedyś najważniejszy był ktoś inny. Z drugiej strony, myślę sobie, że skoro mój ukochany jest najważniejszą osobą na świecie dla mnie, to dlaczego ze mną miałoby być inaczej?

Strasznie to głupie, że człowiekowi tak trudno w pełni uwierzyć, że może być kochany i najważniejszy w życiu drugiej osoby. Ten brak wiary mossakruje życie uczuciowe i zraża do nas tych, których kochamy. Ostatnią rzeczą, której bym chciała to zmossakrować to uczucie.
Niemniej jednak byłoterapia zaczyna odnosić skutki - już nie wściekam się na samą myśl o byłych mojego ukochanego, ale nie znaczy to, że zazdrość minęła całkowicie. Przestały mnie męczyć koszmarne wizje powrotu byłej, ale nadal do furii doprowadza mnie wysokie prawdopodobieństwo jej występowania w czasie teraźniejszym, oczywiście jako tzw. koleżanki, przyjaciółki itp.

Święta racja, przeszłość drugiej osoby należy szanować i nie przekreślać jej tylko dlatego, że nie podoba się mi, to co zdarzyło się wcześniej w życiu mojego ukochanego. Po prostu łatwiej jest myśleć o byłych jako o osobach złych i zepsutych, które ranią i krzywdzą, a ja jestem jedynym ukojeniem cierpień. Faktem jest natomiast, że to ja skrzywdziłam kogoś, żeby być szczęśliwą teraz. Oczywiście, jestem najszczęśliwszą kobietą na Ziemi, ale w cieszeniu się tym uczuciem w pełni przeszkadzają upiory byłych latające mi po głowie. Na szczęście, powoli zaczynają się tylko przemykać po moim mózgu zamiast urządzać tam sobie kawiarniane plotki. 

Prawda jest taka, że te straszne i wredne byłe są często sympatycznymi osobami. Nie oznacza to jednak, że ucieszę się na wieść, że facet, którego kocham wybiera się ze swoją miłą byłą na piwo i plotki, albo że z przyjemnością obejrzę ich wspólne zdjęcia z wakacji. Myśl o hiperteoretycznej (czyt. niewykonalnej żadnym sposobem;] ) wspólnej kawie z byłą w celu poznania jej lub zapokojenia ciekawości wywołuje u mnie niemal torsje.
Bo była już była i to szanuję, tylko niech nie pcha mi się w życie i nie psuje mi krwi.  
skomentuj (7)




2009-09-08 14:07:58 >> BYŁA sobie...aaaaaa!!! odc. 1. i oby ostatni...

Tym razem moja mossakra dopadła mnie samą, w wymiarze duchowym. Nabijałam się z byłych i teraz mam- dostałam za swoje.

Zabawne, jak kobieta w pewnym momencie swego życia zaczyna doznawać do tej pory nieznanych jej uczuć. Totalna mossakra, bo jakiś czas temu odkryłam, że jestem zazdrośnicą, chociaż nigdy wcześniej nią nie byłam.
 
Co gorsze, zazdrość dotyczy przeszłości mojego ukochanego, więc po mojej głowie, niczym widma, snują się jego byłe! Nie wiem, co bardziej doprowadza mnie do szału: czy one same, czy po prostu fakt, że o nich myślę. Dostaję wewnętrznej furii na samą myśl, że kiedyś zajmowały moje miejsce i choćby patrzyły mu w oczy. Najgorsze jest to, że to nie one za to obrywają, tylko mój kochany, zatem do wiecznej byłowścieklizny dochodzi jeszcze poczucie winy, że robię mu przykrość i wypominam mu niewątpliwe błędy przeszłości (chociaż jest to oczywiście przeszłość i są to błędy!).

Część wczorajszego wieczoru poświęciłyśmy z moją przyjaciółką (szczęśliwą mężatką) na rozmowy dotyczące byłych (oprócz tego, że naplotkowałyśmy wrednie ;] ).
Co prawda, obie byłyśmy zgodne co do tego, że była to była i byłą jest, ponieważ już jej nie ma (ale to nie znaczy, że przestałam się wściekać, bo co z tego, że była, ale była w ogóle!) i marne są szanse na to, żę znowu będzie (Po moim trupiszczu oczywiście!), więc nie ma co nad tym deliberować, bo najważniejszą cechą byłej jest to, że występuje w czasie przeszłym, a ja w teraźniejszym (tylko to jakoś cholernie trudno dociera do kobiecego mózgu) i dla mężczyzn jest to oczywiste (albo PRAWIE oczywiste!).

To jednak nie przeszkodziło mi dzisiaj dostać furii na samą myśl o słowie BYŁA ( na moje nieszczęście, albo osób z mojego otoczenia, w języku polskim słowo to występuje dosyć często, aaaaaaaa!!! ), stwierdzam więc, że powoli popadam w byłoparanoję i będę musiała dostać jakieś byłotropy od lekarza byłopiatry, czy. też byłoterapeuty (przyszedł mi do głowy też byłoanalityk) :)

Ulżyłam sobie publicznie i poprawiłam nieco nastrój, wracam do pracy :]
skomentuj (3)




2009-07-31 22:30:18 >> Zmiany...

Nie myślałam, że tak szybko napiszę tę notkę, ale akurat dzisiaj mam na to ochotę :). Pewne zdarzenia i decyzje w moim życiu sprawiły, że istnienie bloga w takiej formie jak do tej pory nie będzie już miało racji bytu. Ponieważ jednak mam do niego stosunek sentymentalny, przyjdzie mi zmienić nieco formułę, bo z samego bloga nie zamierzam rezygnować. Co będzie dalej? Zobaczymy...  
skomentuj (0)




2009-06-30 00:23:29 >> Anioły i Demony... i to wcale nie Dan Brown ;]

Chyba nie powinnam, bo obiecałam sobie nie pisać o facecie, którego nie posłałam do diabła po trzech randkach, ale tego nie mogę odpuścić :) Może też dlatego, że małżonek mojej przyjaciółki wypomniał mi, że blog lekko się zestarzał... ;]

Jak to jest z tymi Aniołami i Demonami? Dan Brown napisał prawdziego Gniota przez duże G, ale wersja komediowa w wykonaniu pewnego mężczyzny ostatnio ubawiła mnie znacznie bardziej niż owe pseudo-dzieło pseudo-literackie :) A było to tak:

po pijackim męskim wieczorze ów osobnik zwierza mi się:

On: Bo wiesz Aniołku, jak piję to budzi się we mnie Demon.
Ja: Demon nazywa się spirytus czy jakoś tak?
On: No nie, to taki Demon, co się budzi jak zaczynam pić, ale dziś go powstrzymuję, bo jesteś przy mnie jak Anioł. 
Ja: No przykro mi bardzo, ale chyba wczorajszy seans SPIRYTystyczny źle się skończył dla ciebie. 
On: Nie, ja tylko jak cię widzę, to jestem w stanie powstrzymać Demona.
Ja: Może napij się czegoś, to ci umysł rozjaśni, chłopcze.
On: Nie, bo Demon się obudzi, a bardzo nie chcę, żebyś go zobaczyła, mogłabyś się przestraszyć.
Ja: Ciebie się teraz boję i twojego kaca, bo chyba ci na mózg padło, a ponoć metanol albo tylko oślepia albo od razu zabija.
On: Nie, to żaden metanol tylko tequila, poza tym Demon naprawdę istnieje i przejmuje władzę nad moim umysłem, jak się napiję.
Ja: Czekaj, czekaj, napiję się sama może, bo chyba mylą mi się wymiary, może jesteś jakimś błędnym rycerzem z Mezopotamii (brzmi to równie bezsensownie jak Demony bez Aniołów, w wykonaniu Browna).
On; Ale Demon istnieje naprawdę!!!  
Ja: Na szczęście twój kumpel-salowy z psychiatryka też! Może przyda Wam się wspólny seansik z Demonem przy flaszce i psychotropach, bo chyba ci się rzeczywistość nie zgadza z fikcją.

Chłopaki, błagam, nie pijcie mocnych alkoholi ani tych słabszych, bo psychiatrzy też wyemigrowali na Zachód, a egzorcysta tutaj nie pomoże! I czemu do **** zawsze kobieta ma być brownowskim Aniołem?!    
skomentuj (3)




2009-01-18 13:28:40 >> Maj Gerl, a właściwie to eks-gerl, polisz werszyn :) Odcinek 1 i ostatni :)

Nigdy nie zastanawiałam się do końca, jak to jest być cieniem byłej kobiety- widma. Nigdy też nie będę się już nad tym zastanawiała, ponieważ przekonałam się, zanim nawet zaczęłam o tym myśleć. Wyglądało to mniej więcej tak:

Koniec sierpnia, piękny wieczór, w sam raz na spacer i piwko albo kawę w  jakimś knajpianym ogródku.

On: Fajnie, że chciałaś się ze mną przejść i wstąpić gdzieś na kawę. Może się bliżej poznamy...

Ja: Byłoby w sumie miło, wyglądasz na interesującą osobę.

On: Wiesz, wyglądasz w tej fryzurze trochę jak moja była, tylko ona później ufarbowała włosy i nie była już blondynką, ale też było jej ładnie.

Ja: Potraktuję to jako komplement, dzięki.

On: Studiujesz?

Ja: Tak, filologię.

On: No niemożliwe! Moja była też jest na filologii! (O matko! duchy!)

Ja: Jak ją spotkam, to ją od ciebie pozdrowię. A ty studiujesz?

On: W sumie to szkoła pomaturalna, ale za to już trzeci kierunek. Moja była chciała, żebym poszedł na studia, ale ja wolałem pójść do pracy. (hehehe)

Ja: No to wszechstronna z Ciebie osoba, skoro już trzeci kierunek ciągniesz :]

On: Nawet potrafię gotować, ale wolałbym, to znaczy gdybyśmy byli razem, żebyś to ty mi gotowała, moja była robiła świetne spaghetti carbonara i zupę jarzynową> Potrafisz zrobić spaghetti?

Hmm, straciłam apetyt. Zaczęłam zastanawiać się intensywnie czy uciekać już, czy też poczekać na dalszy rozwój wydarzeń? Czułam się jakby jego eks miała się zaraz dosiąść do stolika...

Ja: Chłopcze, tylko, żę ja wcale nie zamierzam dla ciebie gotować, poza tym nie wiem, czy spodobamy się sobie na tyle, żeby się jeszcze kiedykolwiek spotkać.

On: Spławiasz mnie?

Ja: Nie, twoją byłą. Mam takie dziwne wrażenie, że ona gdzieś tu jest z nami, duchem...

On: Jesteś zła, że o niej mówię?

Ja: Ależ nie, nie przejmuj się, to tylko taka drobna złośliwość z mojej strony.

On: No to dobrze, bo już się wystraszyłem, żę jesteś o nią zazdrosna.

Ja: Widzimy się drugi raz w życiu, nie mam na tyle rozwiniętego zmysłu zaborczości, żeby być zazdrosną już teraz.

On: Ach, to mi ulżyło, bo wiesz, ona na przykład była bardzo zazdrosna.

Ja: To znaczy, że co? Zamykała cię w domu po pracy?

On: Nie, no nie, ale nie pozwalała mi chodzić  kumplami na imprezy ani na piwo, wszędzie chciała chdozić ze mną.

Ja: Może w takim razie ci nie ufała do końca...

On: To ja jej nie ufałem, dlatego odbierałem ją z pracy i na jej spotkania z jej koleżankami chodziliśmy zawsze we dwoje.

Ja: I jesteś zdziwiony, że nie pozwalała ci chodzić z kumplami na imprezy? Przecież to działa w dwie strony.

On: No faktycznie, to mi nie przyszło do głowy... Ale ty nie byłabyś zazdrosna gdybym poszedł na imprezę z kumplami gdybyś mieszkali razem?

Ja: Yyyy, ale co sugerujesz? Po pierwsze to nie zamierzam się nigdzie przeprowadzać, a po drugie, to jesteś duży i chodź sobie z kim i gdzie chcesz.

On: No bo się tak zastanawiam, czy gdybyśmy mieszkali razem, czy kazałabyś mi wracać do domu od razu po pracy... ??????!!!! Co???

Ja: Ale ja nawet jeszcze nie wiem czy cię lubię!!!

On: To nie lubisz mnie?

Ja: Coraz mniej, za to zaczęłam pałać sympatią do twojej byłej.

On: Nie dziwię się, bo z niej naprawdę super laska jest... Wiesz, ty też jesteś fajna, ale chyba nie jesteś taka sympatyczna i ładna jak ona. Poza tym ona miała dłuższe włosy od ciebie, a ja lubię długie... Czyli co? Mam sobie doczepić kilka kłaków dla jakiegoś osła? Nigdy!!

Teraz to jego była na dobre rozgościła się przy naszym stoliku i nie zamierzała szybko od niego odejść... Mossakra!!!

Ja: Każdy ma swoje upodobania, ja libię siebie w takich włosach. 

On: Wyglądasz jakbyś nie bawila się zbyt dobrze... Jesteś zdenerwowana?

Ja: Szczerze mówiąc, bawię sie średnio, wręcz kiepsko.

On: Ale chyba nie jesteś taka nerwowa i wybredna jak moja była? 

Ja: W jaki sposób wybredna? Nie do końca rozmumiem...

On: No to znaczy, że jej odpowiadał tylko określony rodzaj rozrywek, jak był inny niż chciała, to się kłóciliśmy. Ona w ogóle bardzo dużo się na mnie wściekała o pierdoły, czasami szliśmy tylko na zakupy i jak nie chciałem jej czegoś kupić, to już była wkurzona na mnie. Potem, jak wracaliśmy do domu, to się do mnie nie odzywała i musiałem jej robić masaż stóp, żeby się na mnie nie obrażała. Ty się chyba tak nie obrażasz, prawda? I jak będziemy razem mieszkać, to nie będę musiał cie robić masażu stóp, żebyś nie była n mnie zła?

Ja: Powtarzam po raz trzeci i ostatni, że nie zamierzam z tobą zmieszkać nawet gdyby alternatywą był most albo ławka w parku. W ogóle nie zamierzam się już umawiać z facetem, który na spotkanie z kobietą zaprasza ducha swojej byłej! Brakuje ci taktu, czlowieku. Chyba powinieneś się z nią umawiać a nie ze mną.

On: Ale ona mnie rzuciła i nie odbiera telefonów! (Nie do wiary!!! Co za bezczelny typ!)

Ja: A ja jestem kim? Maskotką na pocieszenie? Chyba kiepsko trafiłeś chłopcze, wracaj do swojej byłej, wyj jej pod oknem i śpiewaj serenady, może się nad tobą zlituje...

On: Ale ona jest w ciąży z innym... (Ajajajaj...)

Ja: No to masz przerąbane, stary, zawsze możesz niańczyć dzidzię innego faceta. Ja spadam. Podziękuj ode mnie swojej byłej za miły wieczór. Fantastycznie się z nią bawiłam.

Faktycznie, wolałabym chyba umówić się tylko z jego byłą na babskie plotki...
Wniosek: zanim umówisz się z kimkolwiek, wypędź wszystkie byłe z szafy i nie zapraszaj ich na randkę, bo możesz ulec mossakrze :) Prawdziwa przyjemność to spotkać się z facetem i duchem jego byłej... ;]

  
skomentuj (2)

 



mossakrycznerendezvousblog

ksiega gosci

2009
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
styczeń
2008
październik


Klozetowa estetyka
Toaletowo

Męski świat wg kobiety
Złote Życiowe Maksymy Kawiora, zabawne

poglądowo
Frederic Beigbeder dobra i zła wiadomość...
Michel Houellebecq zgnilizna moralna tego świata
Męskie spytki męski świat

Na swój sposób alchemicznie
AlSiostrzyczki

Wielcy
Michel Houellebecq i Clement tylko fota, ale miała istotny wpływ na moją twórczość (niekoniecznie) radosną
Notrhon
Pinulka przyjaźń i wiara w miłość