2009-01-18 13:28:40 >> Maj Gerl, a właściwie to eks-gerl, polisz werszyn :) Odcinek 1 i ostatni :)Nigdy nie zastanawiałam się do końca, jak to jest być cieniem byłej kobiety- widma. Nigdy też nie będę się już nad tym zastanawiała, ponieważ przekonałam się, zanim nawet zaczęłam o tym myśleć. Wyglądało to mniej więcej tak: Koniec sierpnia, piękny wieczór, w sam raz na spacer i piwko albo kawę w jakimś knajpianym ogródku. On: Fajnie, że chciałaś się ze mną przejść i wstąpić gdzieś na kawę. Może się bliżej poznamy... Ja: Byłoby w sumie miło, wyglądasz na interesującą osobę. On: Wiesz, wyglądasz w tej fryzurze trochę jak moja była, tylko ona później ufarbowała włosy i nie była już blondynką, ale też było jej ładnie. Ja: Potraktuję to jako komplement, dzięki. On: Studiujesz? Ja: Tak, filologię. On: No niemożliwe! Moja była też jest na filologii! (O matko! duchy!) Ja: Jak ją spotkam, to ją od ciebie pozdrowię. A ty studiujesz? On: W sumie to szkoła pomaturalna, ale za to już trzeci kierunek. Moja była chciała, żebym poszedł na studia, ale ja wolałem pójść do pracy. (hehehe) Ja: No to wszechstronna z Ciebie osoba, skoro już trzeci kierunek ciągniesz :] On: Nawet potrafię gotować, ale wolałbym, to znaczy gdybyśmy byli razem, żebyś to ty mi gotowała, moja była robiła świetne spaghetti carbonara i zupę jarzynową> Potrafisz zrobić spaghetti? Hmm, straciłam apetyt. Zaczęłam zastanawiać się intensywnie czy uciekać już, czy też poczekać na dalszy rozwój wydarzeń? Czułam się jakby jego eks miała się zaraz dosiąść do stolika... Ja: Chłopcze, tylko, żę ja wcale nie zamierzam dla ciebie gotować, poza tym nie wiem, czy spodobamy się sobie na tyle, żeby się jeszcze kiedykolwiek spotkać. On: Spławiasz mnie? Ja: Nie, twoją byłą. Mam takie dziwne wrażenie, że ona gdzieś tu jest z nami, duchem... On: Jesteś zła, że o niej mówię? Ja: Ależ nie, nie przejmuj się, to tylko taka drobna złośliwość z mojej strony. On: No to dobrze, bo już się wystraszyłem, żę jesteś o nią zazdrosna. Ja: Widzimy się drugi raz w życiu, nie mam na tyle rozwiniętego zmysłu zaborczości, żeby być zazdrosną już teraz. On: Ach, to mi ulżyło, bo wiesz, ona na przykład była bardzo zazdrosna. Ja: To znaczy, że co? Zamykała cię w domu po pracy? On: Nie, no nie, ale nie pozwalała mi chodzić kumplami na imprezy ani na piwo, wszędzie chciała chdozić ze mną. Ja: Może w takim razie ci nie ufała do końca... On: To ja jej nie ufałem, dlatego odbierałem ją z pracy i na jej spotkania z jej koleżankami chodziliśmy zawsze we dwoje. Ja: I jesteś zdziwiony, że nie pozwalała ci chodzić z kumplami na imprezy? Przecież to działa w dwie strony. On: No faktycznie, to mi nie przyszło do głowy... Ale ty nie byłabyś zazdrosna gdybym poszedł na imprezę z kumplami gdybyś mieszkali razem? Ja: Yyyy, ale co sugerujesz? Po pierwsze to nie zamierzam się nigdzie przeprowadzać, a po drugie, to jesteś duży i chodź sobie z kim i gdzie chcesz. On: No bo się tak zastanawiam, czy gdybyśmy mieszkali razem, czy kazałabyś mi wracać do domu od razu po pracy... ??????!!!! Co??? Ja: Ale ja nawet jeszcze nie wiem czy cię lubię!!! On: To nie lubisz mnie? Ja: Coraz mniej, za to zaczęłam pałać sympatią do twojej byłej. On: Nie dziwię się, bo z niej naprawdę super laska jest... Wiesz, ty też jesteś fajna, ale chyba nie jesteś taka sympatyczna i ładna jak ona. Poza tym ona miała dłuższe włosy od ciebie, a ja lubię długie... Czyli co? Mam sobie doczepić kilka kłaków dla jakiegoś osła? Nigdy!! Teraz to jego była na dobre rozgościła się przy naszym stoliku i nie zamierzała szybko od niego odejść... Mossakra!!! Ja: Każdy ma swoje upodobania, ja libię siebie w takich włosach. On: Wyglądasz jakbyś nie bawila się zbyt dobrze... Jesteś zdenerwowana? Ja: Szczerze mówiąc, bawię sie średnio, wręcz kiepsko. On: Ale chyba nie jesteś taka nerwowa i wybredna jak moja była? Ja: W jaki sposób wybredna? Nie do końca rozmumiem... On: No to znaczy, że jej odpowiadał tylko określony rodzaj rozrywek, jak był inny niż chciała, to się kłóciliśmy. Ona w ogóle bardzo dużo się na mnie wściekała o pierdoły, czasami szliśmy tylko na zakupy i jak nie chciałem jej czegoś kupić, to już była wkurzona na mnie. Potem, jak wracaliśmy do domu, to się do mnie nie odzywała i musiałem jej robić masaż stóp, żeby się na mnie nie obrażała. Ty się chyba tak nie obrażasz, prawda? I jak będziemy razem mieszkać, to nie będę musiał cie robić masażu stóp, żebyś nie była n mnie zła? Ja: Powtarzam po raz trzeci i ostatni, że nie zamierzam z tobą zmieszkać nawet gdyby alternatywą był most albo ławka w parku. W ogóle nie zamierzam się już umawiać z facetem, który na spotkanie z kobietą zaprasza ducha swojej byłej! Brakuje ci taktu, czlowieku. Chyba powinieneś się z nią umawiać a nie ze mną. On: Ale ona mnie rzuciła i nie odbiera telefonów! (Nie do wiary!!! Co za bezczelny typ!) Ja: A ja jestem kim? Maskotką na pocieszenie? Chyba kiepsko trafiłeś chłopcze, wracaj do swojej byłej, wyj jej pod oknem i śpiewaj serenady, może się nad tobą zlituje... On: Ale ona jest w ciąży z innym... (Ajajajaj...) Ja: No to masz przerąbane, stary, zawsze możesz niańczyć dzidzię innego faceta. Ja spadam. Podziękuj ode mnie swojej byłej za miły wieczór. Fantastycznie się z nią bawiłam. Faktycznie, wolałabym chyba umówić się tylko z jego byłą na babskie plotki... Wniosek: zanim umówisz się z kimkolwiek, wypędź wszystkie byłe z szafy i nie zapraszaj ich na randkę, bo możesz ulec mossakrze :) Prawdziwa przyjemność to spotkać się z facetem i duchem jego byłej... ;] skomentuj (2) |
|
|||||||