2009-09-22 10:32:43 >> Zmierzch byłych duchów (długości co najmniej "Titanica") part łanOd ostatniego wpisu sporo się namyślałam, naczytałam się licznych trzech komentarzy i zgadzam się z nimi w stu procentach :). Co więcej, zaczynam powoli leczyć się z byłobsesji z wymiernymi skutkami. Chyba dociera do mnie z wolna, że to ja jestem najważniejsza, ale nie jest mi łatwo funkcjonować ze świadomością, że kiedyś najważniejszy był ktoś inny. Z drugiej strony, myślę sobie, że skoro mój ukochany jest najważniejszą osobą na świecie dla mnie, to dlaczego ze mną miałoby być inaczej? Strasznie to głupie, że człowiekowi tak trudno w pełni uwierzyć, że może być kochany i najważniejszy w życiu drugiej osoby. Ten brak wiary mossakruje życie uczuciowe i zraża do nas tych, których kochamy. Ostatnią rzeczą, której bym chciała to zmossakrować to uczucie. Niemniej jednak byłoterapia zaczyna odnosić skutki - już nie wściekam się na samą myśl o byłych mojego ukochanego, ale nie znaczy to, że zazdrość minęła całkowicie. Przestały mnie męczyć koszmarne wizje powrotu byłej, ale nadal do furii doprowadza mnie wysokie prawdopodobieństwo jej występowania w czasie teraźniejszym, oczywiście jako tzw. koleżanki, przyjaciółki itp. Święta racja, przeszłość drugiej osoby należy szanować i nie przekreślać jej tylko dlatego, że nie podoba się mi, to co zdarzyło się wcześniej w życiu mojego ukochanego. Po prostu łatwiej jest myśleć o byłych jako o osobach złych i zepsutych, które ranią i krzywdzą, a ja jestem jedynym ukojeniem cierpień. Faktem jest natomiast, że to ja skrzywdziłam kogoś, żeby być szczęśliwą teraz. Oczywiście, jestem najszczęśliwszą kobietą na Ziemi, ale w cieszeniu się tym uczuciem w pełni przeszkadzają upiory byłych latające mi po głowie. Na szczęście, powoli zaczynają się tylko przemykać po moim mózgu zamiast urządzać tam sobie kawiarniane plotki. Prawda jest taka, że te straszne i wredne byłe są często sympatycznymi osobami. Nie oznacza to jednak, że ucieszę się na wieść, że facet, którego kocham wybiera się ze swoją miłą byłą na piwo i plotki, albo że z przyjemnością obejrzę ich wspólne zdjęcia z wakacji. Myśl o hiperteoretycznej (czyt. niewykonalnej żadnym sposobem;] ) wspólnej kawie z byłą w celu poznania jej lub zapokojenia ciekawości wywołuje u mnie niemal torsje. Bo była już była i to szanuję, tylko niech nie pcha mi się w życie i nie psuje mi krwi. skomentuj (7) |
|
|||||||